Raz z pazurem, a raz bez

Kojarzysz może MISSIO? Jeżeli nie, to zaraz zamierzam Ci ich przedstawić.

Mowiem bowiem o pochodzącym z Teksasu, amerykańskim duo elektronicznym, które stworzył jeden z jego członków — mniej więcej trzy lata temu, bo w 2014 roku. Chociaż przez pierwsze dwanaście miesięcy był to zespół jednoosobowy. (Wiem, jak to brzmi.) Matthew Brue, czyli założyciel, pasjonował się muzyką i z zapałem pisał utwory. Po parunastu latach postanowił więc zrobić coś z tym faktem i wydać EP—kę. Do pomocy przy produkcji zatrudnił swojego przyjaciela, Davida Butlera. Wspólnymi siłami udało im się wypuścić na świat pierwszy mini—album w listopadzie 2014 roku.

Osiągnęli dzięki temu sukces, którego w ogóle się nie spodziewali.

I jakoś tak się stało, że rok później Brue miał swój debiutancki występ pod sceniczną nazwą MISSIO na festiwalu SXSW. Przy tym również pomagał mu David. Z tej pomocy zaś wystarczająco dużo dobrego, by Matthew zaproponował swojemu przyjacielowi oficjalne dołączenie do zespołu.

Rok temu MISSIO podpisali umowę z RCA Record i wydali swój pierwszy oficjalny singiel — Middle Fingers.

W maju świat ujrzał (czy raczej usłyszał) pierwszy album zespołu, Loner. I to właśnie nad nim chcę się dzisiaj odrobinę pozachwycać. A dokładniej nad trzema utworami z tej płyty, które, po kolei, wywołały we mnie głównie smutek, niepokój i współczucie. Wszystkie trzy emocje mocno mieszały się ze zrozumieniem, co tylko komplikuje sprawę. Zacznijmy jednak od początku. W dodatku odrobinę inaczej, bo nie z wersją wziętą prosto z albumu — jakiś czas temu znalazłam na YouTubie wersję akustyczną, która ukazała się również na Spotify i jest.. Cóż, przepiękna.

Monotonne dźwięki, głębokie niebieskie morze i powtarzające się słowa utworu tworzą bardzo melancholijną, momentami nawet usypiającą atmosferę, by chwilę później wyrwać słuchacza z zamyślenia odrobinę cięższym brzmieniem. Do tego jest jeszcze oryginalny, trochę hipnotyzujący głos Matta i, jak zawsze, pięknie brzmiące pianino. No i tekst. W przypadku MISSIO to nigdy nie są słowa rzucane na wiatr w przypadkowej kolejności, co, niestety, w przypadku współczesnej, typowo radiowej muzyki ma miejsce coraz częściej. Ale nie oszukujmy się — MISSIO nie nadają się do radio.

A potem w słuchawkach rozbrzmiewają pierwsze dźwięki Twisted, gdzie moja reakcja jest bardzo prosta:

tenor

Bo halo, przecież każdy jest trochę pokręcony, czyż nie?

Na koniec jest Everybody Gets High, czyli utwór boleśnie prawdziwy i życiowy. Często zapominamy o tym, jak wiele smutnych rzeczy nas otacza — i na pewno gdzieś pośród nich jest właśnie takie dziecko czy nastolatek. To jest jeden z tych utworów, które otwierają człowiekowi oczy. (Tak, w tym przypadku również daję wersję akustyczną z tej samej sesji, bo jest niesamowicie klimatyczna.)

Ale wersja z płyty ma pazur. Bardzo.

Zresztą, posłuchaj. Najlepiej całego albumu za jednym posiedzeniem.

Do następnego,

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s