45 sekund to dużo

Wreszcie sięgnęłam po film biograficzny. Przyznam szczerze, że nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za tym gatunkiem, ale biografia Steve’a Jobsa jest chyba zbyt ciekawa, żeby nie obejrzeć czegoś, co przedstawia jego życie. Więc obejrzałam. Znaczy, przyznam się bez bicia, że nie dokończyłam, bo zwyczajnie nie starczyło mi czasu, ale to nie o samym Jobsie zamierzam dzisiaj pisać. Była taka jedna scena, bardzo krótka, podczas której dwóch mężczyzn rozmawiało ze sobą niedługo przed wyjściem jednego z nich na scenę. Jeżeli jednym z tych mężczyzn był Jobs, to biję się mocno w pierś i przyrzekam, że postaram się film obejrzeć nie tylko do końca, ale jeszcze raz od początku, poświęcając mu całą swoją uwagę. Ale, jak już mówiłam, dziś nie o tym.

Dziś o tej scenie. Więc jest dwóch mężczyzn. Stoją wyprostowani, w drogich garniturach i butach, najpewniej szytych na miarę. Nieważne — ważne, że rozmawiają. Po chwili jeden z nich odzywa się, mówiąc coś w stylu: “Zostało nam 45 sekund zanim wejdziesz na scenę, więc chciałbym je przeznaczyć na pewne pytanie”, a ja zamieram w bezruchu. Wiem, co myślisz. A raczej —  że zastanawiasz się, co też takiego mnie w tym jednym zdaniu zadziwiło.

Tyle się mówi o tym, co jest bezcenne, a co można spokojnie kupić za pieniądze. Mówi się o szczęściu, miłości, zdrowiu (chociaż w tym przypadku pieniądze zwykle rozwiązują problem, gdy w grę wchodzi jakaś kosztowna operacja zagranicą), ale przede wszystkim, mówi się o czasie. Tym, który tak nieubłaganie przecieka wszystkim przez palce, ale już nie każdy zdaje sobie z tego w ogóle sprawę. Tym, którego nie da się w żaden sposób odłożyć na później albo odrobić, bo coś po drodze wypadło. Czasie, o którym bez przerwy zapominamy, który nieustannie, jak jeden mąż, marnujemy — a przecież tyle się o nim mówi!

Ta scena, tak krótka i z pozoru w ogóle nieistotna, skłoniła mnie do spauzowania filmu i zastanowienia się nad tym, czym jest dla mnie 45 sekund. Bo na pewno nie tym samym, czym jest dla rozmówców. W końcu niby co takiego można robić przez marne 45 sekund? To nawet nie jest cała minuta. To jest parę mrugnięć i przestąpienie z nogi na nogę. Ewentualnie okręcenie się wokół własnej osi. Wiesz, dlaczego od tych dwóch panów z filmu dzieli mnie ogromna przepaść?

Myślimy w zupełnie innych kategoriach.

Jasne, tamci dwaj panowie prawdopodobnie są ode mnie znacznie starsi, więc siłą rzeczy wiedzą o życiu trochę więcej. Siłą rzeczy są świadomi tego, jak bezcenny jest czas. Ja natomiast podświadomie mam wrażenie, że będę jeszcze żyć, a żyć, że nigdzie mi się nie śpieszy (bo po co?), że na wszystko tego życia mi na pewno starczy.. Ale, cholera, skąd ja to mogę wiedzieć? Nie mogę. Proste. Mogę za to wyjść do sklepu po głupie mleko i wpaść po drodze pod samochód na tyle niefortunnie, by zginąć na miejscu. Mogę równie dobrze gdzieś w międzyczasie dostać zawału. Albo zakrztusić się tabletką, którą biorę każdego ranka. Albo zachłysnąć kawą. Mogę zniknąć z powierzchni ziemi równie szybko, jak szybko minie te 45 sekund.

Wiem, co myślisz. Prawdopodobnie zastanawiasz się, dlaczego gadam głupoty.

Cały problem tkwi w tym, że to nie są żadne głupoty. Oczywiście, żadnej z powyższych rzeczy sobie nie życzę, bo mam jeszcze sporo artykułów do napisania, ale nie oszukujmy się, dobra? To są fakty. Nie głupoty — fakty. Bo tak naprawdę może się stać. Nie bójmy się o tym mówić. Serio. Każdy z nas kiedyś umrze, co akurat nie jest niespodzianką, ale to kiedyś może być równie dobrze jutrem czy przyszłą sobotą. Nikt tego nie wie. I najgorsze jest to, że nikt się tego nie dowie.

Dlatego od czasu do czasu mam dziwne przebłyski, które uświadamiają mi, że czas płynie, a ja nic z tym faktem nie robię. Bo co? Bo będzie go więcej? Jak ma być go więcej, skoro cały czas jest go coraz mniej?

I ja nie piszę tego wszystkiego po to, żebyś teraz sprzedał dom, kupił za to samochód i objechał kulę ziemską czy zrobił cokolwiek innego, o czym marzysz. Chodzi o te mniejsze rzeczy. Tę godzinę, którą stoisz w korku, spędzając ją na narzekaniu na to, że stoisz w korku, chociaż nie sprawisz, że korek magicznie zniknie. Albo te piętnaście minut między wykładami, podczas których z zapałem przeglądasz Twittera. Chodzi o to, żeby unieść głowę znad ekranu i przypomnieć sobie o tym, co powiedział tamten facet. Chodzi o samoświadomość.

Chodzi o Ciebie. O Twój czas. O twoje czterdzieści pięć sekund.

2560x1440-white-solid-color-background

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s